Rozmowa z anestezjologiem Łukaszem Dorosińskim o tym, co dzieje się pomiędzy laboratorium a salą operacyjną, gdy liczą się sekundy, precyzja i wzajemne zaufanie. Anestezjolog opowiada o pracy w sytuacjach zagrożenia życia, trudnych decyzjach, pilnych transfuzjach i współpracy z diagnostami laboratoryjnymi. Nie brakuje również osobistych historii, refleksji o stresie i odpowiedzialności oraz odpowiedzi na pytanie, dlaczego laboratorium jest dla anestezjologa „sercem układu naczyń połączonych, którym jest szpital”.
Co sprawiło, że wybrałeś anestezjologię a więc specjalizację, w której błąd mierzy się w sekundach, a pacjent rzadko pamięta twarz swojego , nazwijmy to, wybawiciela?
Jest to specjalizacja związana z koniecznością szybkiego reagowania i podejmowania trudnych klinicznie decyzji. Decyzji zarówno o kontynuacji terapii ale również i tych, które związane są z zaniechaniem eskalacji dotychczasowej terapii tak aby nie nosiła ona znamion terapii uporczywej. Anestezjologia i Intensywna Terapia łączy w sobie procedury zabiegowe, często bardzo inwazyjne oraz intensywną farmakoterapię z chemią leków i interdyscyplinarną diagnostyką laboratoryjną. To właśnie w tej specjalizacji istotne jest przestrzeganie protokołów postępowania w chaosie zdarzeń medycznych napotykanych podczas konsultacji zlecanych w Oddziałach Szpitala czy podczas szeroko pojętych znieczuleń i analgosedacji proceduralnych.
Pamiętasz moment na początku swojej kariery, w którym poczułeś, że jesteś na prawdziwym polu walki, gdzie nie ma miejsca na wahanie?
Było wiele takich zdarzeń. UCK Ligota w Katowicach jest klinicznym szpitalem wielospecjalistycznym uczącym pokory od najmłodszych lat specjalizacji. Pamiętam na przykład 23-letniego pacjenta po pobiciu kijem baseballowym z krwiakiem śródczaszkowym do pilnego odbarczenia, który o 3:15 nad ranem wjechał do nas prosto z izby przyjęć transportem WPR na Blok Neurochirurgii. Pamiętam też 32- letnią pacjentkę rodzącą siłami natury z wtórnym krwotokiem położniczym po ręcznym wydobyciu łożyska, która po histerectomii trafiła na OIT (przyp.red. oddział intensywnej terapii) w pełnoobjawowym wstrząsie krwotocznym. Pamiętam pacjentkę w wieku 34 lat po przezsiodłowej resekcji makrogruczolaka przysadki, która w 3 dobie po zabiegu operacyjnym w stanie stabilnym pojechała na konsultację laryngologiczną, celem usunięcia setonów – procedura została wykonana bez powikłań. Po powrocie nastąpiło podkrwawianie z nosa po kichnięciu! , a następnie krwawienie nasilało się. Zadecydowano o pilnym przetransportowaniu na blok celem weryfikacji . Pacjentka mimo tamponady i licznych przetoczeń z zaopatrzeniem zabiegowym zatrzymała się w mechanizmie PEA i zmarła.
Każdy lekarz a zwłaszcza anestezjolog marzy o gotowym wyniku czy skrzyżowanej krwi „na już” a najlepiej „na wczoraj” … a my, diagności, jednak musimy wykonać swoje procedury. Jak w emocjach nagłego stanu zagrożenia życia buduje się zaufanie do decyzji diagnosty? … bo nie ukrywam, że w tą stronę będę chciała przekierować naszą rozmowę.
Stres to bardzo trudny czynnik, z którym uczymy się sobie radzić już od początku specjalizacji z Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Jest on na tyle zmienny, zarówno w nasileniu w stosunku do danej sytuacji jak i w składowych mu towarzyszących, że tak naprawdę nikt z nas nie ma pewności jakie będą skutki jego występowania mimo odpowiedniego przygotowania praktycznego.
Każdy z nas, zarówno lekarz jak i diagnosta może mieć słabszy dzień, a w takich chwilach nawet minimalny czynnik burzący porządek , w najlepiej przygotowanym protokole postępowania spowoduje lawinę nieoczekiwanych zdarzeń.
Zaufanie w zespole to NAJWAŻNIEJSZY aspekt sprawnego funkcjonowania grupy interdyscyplinarnej – mam tu na myśli zespół diagnosta laboratoryjny – lekarz anestezjolog. Najlepiej, jeśli członkami zespołu są osoby znające się wcześniej, współpracujące, rozwiązujące problemy kliniczne na drodze wcześniej ustalonych priorytetów i obowiązujących protokołów. Wówczas wyłączamy czynnik zmienności minimalizując czas od rozpoczęcia procedury, , do jej zakończenia.
W przypadku szczególnym jakim jest konieczność pilnego wykonania próby krzyżowej ze względu na priorytet ,na przykład zabiegu operacyjnego ze względu na stan zagrożenia życia musimy rozgraniczyć dwie sytuacje:
Pierwsza dotyczy pacjenta, u którego wykonywany jest zabieg w trybie planowym, przyspieszonym czy pilnym (do 6h) i możemy przewidzieć, że śródoperacyjna utrata krwi może być hemodynamicznie istotna i mamy wówczas czas na przygotowanie niezbędnej dokumentacji oraz pobranie i zabezpieczenie materiału, wykonanie odpowiednich badań immunohematologicznych i pobrania z banku krwi w odpowiednim momencie.
Druga sytuacja dotyczy pacjenta znieczulanego w trybie natychmiastowym do zabiegu ratującego życie, gdzie nie mamy czasu na postępowanie opisane powyżej a konieczne jest przetoczenie krwi lub jej preparatów . I szczególnie tu zaufanie na linii diagnosta – lekarz jest ekstremalnie ważne.
Najczęściej toczymy krew uniwersalnego dawcy zgodnie z obowiązującym protokołem (licząc się z możliwymi reakcjami poprzetoczeniowymi) do czasu wykonania próby krzyżowej.
Często na poziomie oddział macierzysty – anestezjolog rozpoczyna się problem, który eskaluje w kontakcie z diagnostą laboratoryjnym w sytuacji szczególnej wymagającej natychmiastowych działań i właśnie dlatego KONIECZNE jest wdrażanie wysokospecjalistycznych, znanych każdemu pracownikowi !! danej Jednostki, procedur diagnostyczno – leczniczych zapewniających medykom komfort pracy.
Pamiętasz sytuację kliniczną, w której to właśnie czujność, telefon lub dodatkowa weryfikacja ze strony laboratorium uratowała Twojego pacjenta albo oszczędziła Ci fatalnej pomyłki?
Staram się być w stałym kontakcie z diagnostą jeżeli wymaga tego stan pacjenta, którym aktualnie się zajmuję. Tak mnie uczono na intensywnej terapii. Problemy, które rozwiewał diagnosta do tej pory były związane przede wszystkim z koniecznością wsparcia personelu technicznego w sytuacjach wymagających dodatkowej wiedzy lub doświadczenia oraz brakiem prawidłowego zebrania wywiadu podczas przyjęć dokonywanych przez lekarzy oddziałów zabiegowych.
Pamiętam sytuację na oddziale chirurgii, która dotyczyła wykrycia alloprzeciwciał odpornościowych podczas rutynowego oznaczania grupy krwi u pacjentki. Pacjentka była skierowana do zabiegu cholecystectomii laparoskopowej, a zatem i doboru KKCz w pracowni konsultacyjnej RCKiK.
Po poszerzeniu zebranego przez chirurga wywiadu, przejrzeniu pełnej dokumentacji medycznej okazało się, że rozpoznano u niej toczeń układowy i aktualnie uczestniczy w programie lekowym dotyczącym leczenia chłoniaka, w ramach którego otrzymuje terapię z zastosowaniem swoistych przeciwciał. I to ewidentnie zmienia proces postępowania. Nieodzowna była tu współpraca zarówno z diagnostą w szpitalu jak i z diagnostą w pracowni konsultacyjnej RCKiK.
Noc, godzina ok 3:00, zmęczenie sięga zenitu po obu stronach. Anestezjolog naciska na szybki wynik a diagnosta odrzuca próbkę z powodu tej sławnej hemolizy lub skrzepu. Jak w takich momentach schodzi się z tonu i zamienia frustrację w profesjonalną współpracę?
Godzina 3:00 to szczególna godzina 🙂 jest to godzina wiedźm więc tak jak na wiedźmy przystało współpraca ma się kręcić, nawet wówczas gdy niespodziewanie w kotle zważy się eliksir 😊 Jedynym rozwiązaniem zaistniałej sytuacji jest ponowne mieszanie składników zgodnie z recepturą i zaniechanie poszukiwania winnych. Im szybciej pobierzemy krew od pacjenta tym szybciej trafi ona do laboratorium i tym szybciej uzyskamy wynik badania. Nie przeskoczymy czegoś na co nie mamy wpływu, tym bardziej o godzinie 3:00 ,gdzie minimalizowanie ruchów pozorowanych zdecydowanie skraca czas całej procedury i zabezpiecza resztki ATP na logiczne myślenie po aktywacji nadnerczy pilną procedurą zabiegową.
Wokół lekarzy tworzy się otoczkę jedynych bohaterów sali operacyjnej. Co powiedziałbyś ludziom z zewnątrz, którzy nie mają pojęcia, że bez precyzyjnej pracy innych zawodów … również tych medyków w laboratoriach ..to lekarz -no i oczywiście anestezjolog – jest trochę jak sternik we mgle bez radaru? Że jednak jesteśmy też potrzebni.
Nie ma bezpiecznego znieczulenia i farmakoterapii celowanej, w okresie okołooperacyjnym, bez weryfikacji badań dodatkowych , zarówno obrazowych jak i laboratoryjnych!! Czasy, w których procedury zabiegowe wykonywane były szybko,, bez przygotowania Pacjenta – dawno minęły. W aktualnych realiach nie oceniamy chirurga jako dobrego operatora na podstawie szybkości wykonanej procedury. Oceniamy całość procesu leczniczego na podstawie wystąpienia powikłań wczesnych i późnych.
Nauczyliśmy się weryfikować wyniki wcześniej wykonanych badań i odnosić się do nich weryfikując in vivo efekt znieczulenia czy zabiegu – daje nam to podstawę do wyciągania wniosków i przewidywania następstw i możliwych powikłań w korelacji do dedykowanych badań diagnostycznych. Bez zaufanego diagnosty laboratoryjnego każdy lekarz, a w szczególności anestezjolog intensywista, działa tak jakby stracił możliwość wyraźnego widzenia. Wie że „coś” się może na drodze pojawić ale nie wie, gdzie i co to jest. Wie natomiast, że zdecydowanie „to coś” na drodze zwiększa ryzyko wystąpienia powikłań w okresie okołozabiegowym.
Bardzo Ci dziękuję za ten głos. Teraz coś z mojej bajki- alloprzeciwciała, rzadki fenotyp, brak krwi czy jej składników jednoimiennych w szpitalu a pacjent na pilnie potrzebuje. Jak wygląda współpraca anestezjologa z serologiem w sytuacjach skrajnych, gdy trzeba właśnie podjąć ryzyko przetoczenia krwi bez grupy czy próby zgodności? Pytam, bo lekarz ma do wykorzystania narzędzie takie jak procedura pilnej transfuzji i „krew na pilnie – przed wykonaniem próby zgodności”- i kiedy informuję to zdarzyło mi się usłyszeć , że „jednak poczekamy”- czyli zmienia się ten priorytet.. Z mojego puntu widzenia to trochę zabawa w transfer odpowiedzialności…
Tutaj należy zdecydowanie określić faktyczny priorytet przetoczenia! Dla anestezjologa procedura pilnej transfuzji ma wyłącznie jedno znaczenie i jest wykorzystywana jedynie w sytuacji nagłego zagrożenia zdrowia i życia we wstrząsie krwotocznym. Jeżeli lekarz stwierdza po doprecyzowaniu, że można poczekać na oznaczenie allo i dobór w RCKiK mimo cech krwawienia – albo musi doczytać co to są wskazania pilne ratujące życie albo poszerzyć wiedzę z zakresu postępowania we wstrząsie krwotocznym i zapoznać się z obowiązującym protokołem przetoczeń.
Decyzję o przetoczeniu krwi bez grupy czy próby zgodności podejmuje lekarz po dokładnym przeanalizowaniu wyników badań oraz aktualnej sytuacji klinicznej, to on jest odpowiedzialny za wszystkie wynikające z tej decyzji skutki a co za tym idzie musi mieć pełną świadomość możliwych powikłań.
Należy pamiętać, że pacjent operowany planowo czy w trybie przyspieszonym, u którego występuje ryzyko istotnego hemodynamicznie krwawienia śródoperacyjnego powinien zostać odpowiednio przygotowany do zabiegu i znieczulenia – postępowanie dedykowane co do organizacji krwi i jej składników powinno zostać ustalone wcześniej przez operatora i anestezjologa na podstawie obowiązującego wewnątrzszpitalnego protokołu.
Jeżeli u Pacjenta pojawiają się przesłanki o rzadkim fenotypie, alloprzeciwciałach i konieczności weryfikacji w RCKiK zabieg planowy należy odroczyć do czasu otrzymania końcowego wyniku a w przypadku konieczności dobrać krew lub jej składnik w RCKiK. Krew na ratunek – dla mnie pojęcie jednoznaczne ale też nie mogę wypowiadać się za lekarzy innych specjalizacji 😊
Czy zdarza Ci się dzwonić do laboratorium nie po to, by ponaglić wynik, ale by skonsultować przypadek?
Tak, bardzo często np.: diagnostyka i różnicowanie trombocytopenii, HIT1/2, alloprzeciwciała u Pacjentki z toczniem czy po porodzie z masywnym przetoczeniem KKCz.
Jakie są największe systemowe grzechy w komunikacji na linii SOR/OIT -laboratorium i co możemy zrobić, żeby przestać działać „obok siebie”, a zacząć jak jeden organizm ? – dla mnie to najważniejsze pytanie w całej naszej rozmowie, więc daję Ci przestrzeń do szczerej i długiej odpowiedzi.
Pracując na OIT, zarówno dziecięcym jak i dla dorosłych, nie miałem do tej pory problemów na tyle „grubych”, że trzeba byłoby coś zmieniać w kwestii organizacyjnej. Wystarczył telefon z doprecyzowaniem profilu zadania czy nadaniem priorytetu badania. Sądzę, że było i jest to związane z faktem znajomości kadry diagnostów, jasnych przekazów na linii intensywista/anestezjolog – diagnosta laboratoryjny i fundamentalnej, szerokiej wiedzy zarówno jednych jak i drugich.
Istotne jest żeby każdy z uczestników, niejednokrotnie bardzo złożonej procedury diagnostyczno – terapeutycznej, trzymał się ustaleń wewnętrznych i solidnie, rzeczowo spełniał swoje zadanie w szczególności jeśli czas nie jest naszym sprzymierzeńcem- a w OIT i SOR z takimi przypadkami mamy właśnie do czynienia.
Cała ta nieomalże idylliczna otoczka cudownej współpracy może zostać utrzymana WYŁĄCZNIE wówczas, gdy współpracujący ludzie znają się i ufają sobie wzajemnie.
Rzeczywistość bardzo szybko weryfikuje takie sytuacje ze względu na znaczne braki kadrowe, w efekcie których, podczas ordynacji podstawowej oraz dyżurów medycznych mamy przypadki współpracy randomowych lekarzy i diagnostów „ z miasta”, którzy mają swoje naleciałości z innych placówek.
Nie zawsze lub w ogóle nie znają wewnętrznych protokołów postępowania, a ich chęć współpracy mierzy się linijką 15-centymetrową, która i tak okazuje się zbyt długa ażeby przedstawić pozytywne nastawienie do rozwiązywania sporów w sytuacjach kryzysowych.
SOR jest doskonałym przykładem mieszanki wybuchowej, której zapalnikiem są m.in.: zmęczenie, stres, brak chęci współpracy, wybujałe ego i skrajna niechęć do rozmowy. Przemęczenie kadry medycznej oraz agresywność pacjentów na tyle zdrowych, że nie powinni znaleźć się na SOR aktywuje wszystkie mechanizmy obronne człowieka.
Należy pamiętać, że niechęć do podejmowania kolejnych dodatkowych czynności, mających na celu dopełnienie pierwotnie rozpoczętej procedury nie wynika najczęściej z niechęci związanej z brakiem empatii czy chęci niesienia pomocy. Jest ona związana bardzo często z aktywacją ratunkowych odruchów bezwarunkowych, mających na celu minimalizowanie przebodźcowania OUN , wynikającego z nadprogowej aktywizacji szlaków neurobiochemicznych w mózgu.
Każdy z nas, zarówno diagnosta laboratoryjny jak i lekarz, chce jak najmniejszym kosztem energetycznym wykonać zadanie mu powierzone. To jest skrajnie logiczne rozwiązanie dla naszego mózgu i takie też powinno być w trakcie współpracy w OIT/SOR.
Dlatego zawsze powtarzam, że KAŻDY musi znać wewnętrzne procedury Szpitala, w którym się aktualnie znajduje, bezsprzecznie ich przestrzegać, minimalizować naleciałości PRL-owskie (zakorzenione w naszym społeczeństwie do granic możliwości) i dostosowywać się adekwatnie do zaleceń profilowych, obowiązujących w danej Jednostce, absolutnie nie przekraczając, podczas realizacji zadań, swoich kompetencji.
Powtórzę, może do znudzenia, że dialog oraz zaufanie w relacji lekarz – diagnosta są w sytuacjach skrajnie ciężkich, stresujących i klinicznie zagmatwanych ekstremalnie ważne, jeśli nie najważniejsze.
To co powiem może wybrzmieć nieco pejoratywnie, w szczególności mając na uwadze pogłębiające się niedobory wykształconej kadry medycznej…ale są pewne dziedziny medycyny, w których rzutkość w podejmowaniu decyzji i działaniu zmniejsza się wykładniczo wraz z wiekiem biologicznym, co bezsprzecznie skutkuje wzrostem ryzyka powikłań, brakiem chęci poszerzania wiedzy i umiejętności a także unikaniem innowacji zarówno w kwestii procedur laboratoryjnych jak i schematów leczenia (mam na myśli ekstremalnie szybko rozwijający się przemysł farmaceutyczny, technologiczny – mowa tutaj o drastycznym wzroście metod diagnostyczno – leczniczych związanych bezpośrednio ze wzrostem zaawansowanych metod laboratoryjnych etc.).
Trzeba wiedzieć kiedy odejść i ustąpić miejsca młodszym albo takim, którzy są chętni do rozwoju niezależnie od wieku – nie zaburza to wówczas sprawności w komunikacji i wykonywaniu zadań na CITO.
Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że ukończenie studiów kierunkowych wyższych nie jest aktualnie ekstremalnie trudne przy rosnącej jak „grzyby po deszczu” liczbie szkółek prostowania blachy, kładzenia dywanów czy płukania wiśni o profilu humanistycznym i „medycznym”.
Nie chcę generalizować, bo i na Uniwersytetach Medycznych pojawiały się, pojawiają i będą pojawiać osoby, które nie powinny mieć kontaktu z pacjentem zdrowym, nie mówiąc już o chorym czy w stanie nagłego zagrożenia zdrowia i życia.
Chcę podkreślić fakt, że mało istotne jest, podczas PROFESJONALNEGO wykonywania czynności medycznych, zgodnie ze wszystkimi aktualnymi wytycznymi, czy osoba po jednej czy po drugiej stronie telefonu jest lekarzem, diagnostą, pielęgniarką, ratownikiem, magistrem, ma licencjat czy jest technikiem – ważne jest to, czy cały zespół po zakończeniu procedury jest w stanie powiedzieć sobie prosto w twarz – zrobiłem wszystko tak jak być powinno, nie mam sobie nic do zarzucenia w kwestii profesjonalizmu i wykonywania procedur zgodnie z powierzoną mi funkcją, na podstawie uzyskanego prawa wykonywania zawodu.
W krajach innych niż Polska stale odbywają się spotkania międzywydziałowe z debriefingiem, podczas których „na gorąco” rozwiązuje się zaistniałe problemy w kwestii realizacji zadań proceduralnych – nie chodzi tutaj o piętnowanie osób czy profilu ich postępowania, spotkania te mają na celu między innymi wypracowanie prawidłowych schematów postępowania na podstawie eliminacji słabych ogniw w aktualnie wdrożonych w życie procedurach czy update’owaniu wytycznych, których modyfikacja zapobiegnie w przyszłości, powstających na różnych poziomach, luk w postępowaniu diagnostyczno – terapeutycznym (do tej pory niewidocznych dla całego współpracującego Zespołu). Przykładem mogą być chociażby: doprecyzowanie zlecenia (metoda/dodatkowy sprzęt konieczny do wykonania procedury w trybie pilnym przed przyjazdem pacjenta), informacja o aktualnej sytuacji klinicznej, podane leki, uczulenia, idiosynkrazje czy pilność wykonania badania.
Działanie „ obok siebie” wynika z wielu czynników w tym również fluktuacji środowiska, o których trzeba mówić ale etapami, tak, żeby nie pominąć każdego powstałego problemu i starać się rozwiązać je wszystkie podczas dialogu. Temat jest bardzo głęboki zahacza zarówno o emocje jak i wiedzę szczegółową z różnych dziedzin medycznych, a elementy, o których wspomniałem powyżej są wyłącznie kropla słodkiej wody we wspomnianym oceanie problemów.
Ze względu na to, że jestem z pierwszego wykształcenia nauczycielem wierzę w to, że kropla drąży skałę, a zatem warto rozmawiać częściej, mając na uwadze mniejszą część materiału aniżeli tonąć w głębokiej wodzie wszystkich problemów pojawiających się na drodze współpracy lekarz – diagnosta podczas jednej nauki pływania.
Zacznijmy od podstaw, rozmawiajmy. Skoro gdzieś w Katowicach , w Szpitalu zarówno uniwersyteckim jak i miejskim da się pracować przyjemnie, z klasą, bez obrzucania się wzajemnie błotem w trakcie diagnostyki i leczenia Pacjentów krytycznie chorych jest nadzieja na lepsze jutro, czego Wam i sobie życzę.
A ogólnie gdybyś mógł od zaraz zmienić jedną rzecz w relacji lekarz – diagnosta w polskich szpitalach, co by to było?
Możliwość częstszych personalnych kontaktów lekarz – diagnosta przy łóżku Pacjenta w sytuacjach krytycznych co zminimalizowałoby ilość niedomówień, usprawniło procedurę postępowania w sytuacjach szczególnych przy analizie wyników badań laboratoryjnych (np.: wpływ leków, ocena wsparcia oddechowego – parametry wentylacji w ABG, korelacja parametrów biochemicznych w stosunku do aktualnego stanu klinicznego Pacjenta) oraz uczestnictwo diagnosty laboratoryjnego w konsylium diagnostyczno – leczniczym wielospecjalistycznym.
Co dzieje się w głowie anestezjologa, gdy wraca po ciężkim dyżurze do domu? Jak radzisz sobie z ciężarem trudnych decyzji ?
Idę na trening ! Każdy musi znaleźć własną pasję bo inaczej niezdrowe fluktuacje środowiskowe mające wpływ na nas w miejscu pracy mogą spowodować brzemienne w skutkach następstwa psychosomatyczne. Trzeba być świadomym, że KAŻDY przenosi do domu emocje z pracy nawet jeśli myśli , że tak nie jest. Póki nie będziemy tego świadomi nie będziemy wiedzieć jak walczyć z sytuacjami, które aktywują nasze głęboko zakorzenione automatyzmy. Trzeba nauczyć się resetować – ja odnalazłem radość w tańcu towarzyskim 🙂
Wchodzimy w erę sztucznej inteligencji i pełnej automatyzacji . Czy cokolwiek jest w stanie zastąpić rutynę, doświadczenie i „nosa” żywego lekarza czy diagnosty w ocenie materiału od pacjenta w stanie zagrożenia życia
Sztuczna inteligencja i automatyzacja w laboratorium czy gabinecie sprzyja weryfikacji i poszerza horyzonty zarówno w kwestii diagnostyki jak i leczenia, nie traktowałbym wspomnianych aspektów rozwoju technologii jako transformację mającą na celu zastąpić człowieka w roli diagnosty czy lekarza. My musimy nauczyć się prawidłowo, z rozsądkiem i ograniczonym zaufaniem korzystać z ww. co zwiększy szanse na poprawę procesu leczniczego Pacjenta w całym słowa znaczeniu. Decyzyjność pozostaje domeną człowieka, nic nie zastąpi doświadczenia klinicznego, które nawet przy braku prądu jest w stanie ułatwić sprawne analizowanie faktów, ocenę aktualnej sytuacji klinicznej w korelacji do wyników badań dodatkowych i w efekcie ukierunkować medyków na uszyte na miarę leczenie danego Pacjenta.
Dokończ jednym zdaniem: laboratorium dla anestezjologa to..
…serce układu naczyń połączonych, którym jest Szpital.
Jedna rzecz, której anestezjolog skrycie zazdrości diagnostom, i jedna, której im współczuje 😊
Mogę powiedzieć czego ja zazdroszczę – pracy laboratoryjnej może dlatego, że jestem chemikiem i bardzo brakuje mi pracy w laboratorium. Osobiście współczuję ciągłej walki z pozostałym personelem medycznym i wysłuchiwania ciągłych pretensji w kwestii braku badań na czas.

Łukasz Dorosiński
Lek. med.
Specjalista Anestezjologii i Intensywnej Terapii
Specjalista Chemii Leków
Kierownik Oddziału Anestezjologii


