Ból pleców, napięcie karku, zmęczenie oczu czy sztywność po wielogodzinnej pracy to problemy, które wielu diagnostów laboratoryjnych zna z własnego doświadczenia. Czy można im skutecznie zapobiegać? Jak zadbać o ciało podczas pracy przy komputerze, stole laboratoryjnym czy mikroskopie? O ergonomii, znaczeniu ruchu, mikroprzerwach, regeneracji oraz pierwszych sygnałach przeciążenia rozmawiamy z fizjoterapeutą, który od 16 lat pracuje z pacjentami. To rozmowa pełna praktycznych wskazówek, które można wykorzystać już podczas najbliższego dyżuru.
Jak długo zajmujesz się fizjoterapią i co najbardziej lubisz w tej pracy oraz co daje Ci największą satysfakcję?
Fizjoterapią zajmuję się od 16 lat. Z czasem coraz bardziej przekonuję się, że w tej pracy najciekawsze jest połączenie wiedzy medycznej z bardzo indywidualnym podejściem do człowieka. Każdy pacjent jest trochę inną historią, nawet jeśli przychodzi z podobnym problemem.
Największą satysfakcję daje mi efekt jaki wspólnie z pacjentem osiągamy – jego powrót do sprawności, zmniejszenie dolegliwości bólowych. Ale również bardzo cieszy mnie moment, kiedy pacjent zaczyna rozumieć swoje ciało i widzi, że ma realny wpływ na swoje funkcjonowanie. Nie chodzi tylko o to, żeby „przestało boleć”, ale żeby człowiek wiedział, dlaczego pojawił się problem i co może zrobić, żeby nie wracał.
Czy łatwo w Polsce być przedsiębiorcą i prowadzić, nazwijmy to, medyczny biznes? Co poradziłbyś osobom, które rozważają otwarcie swojego gabinetu fizjoterapii?
Powiedziałbym, że łatwo nie jest, ale jest to jak najbardziej możliwe. Prowadzenie gabinetu to nie tylko praca z pacjentem. Dochodzą kwestie organizacyjne, księgowość, marketing, dokumentacja, inwestycje, odpowiedzialność i ciągłe dokształcanie.
Osobie, która myśli o własnym gabinecie, przede wszystkim poradziłbym, żeby nie zaczynała od pytania: „Jak zarobić jak najwięcej?”, tylko: „Jaki problem pacjenta chcę rozwiązywać i dlaczego ktoś ma wybrać właśnie mnie?”.
Dobry gabinet buduje się przede wszystkim kompetencjami, relacją z pacjentem, a dopiero później sprzętem czy wystrojem.
Czy rozważasz czasem powrót na etat do szpitala i pracę w systemie?
Nie, mimo, że bardzo lubiłem tą pracę, szczególnie ze względu na kontakt z różnymi przypadkami oraz pracy w interdyscyplinarnym zespole. Uważam jednak, że w systemie NFZ należy dokonać wielu zmian. We własnej praktyce mam dużo większą możliwość decydowania o sposobie pracy i czasie poświęconym pacjentowi.
Czy wśród Twoich pacjentów często pojawiają się osoby pracujące w zawodach medycznych?
Tak, zdecydowanie. I jest to dość ciekawa grupa pacjentów, bo osoby pracujące w służbie zdrowia często bardzo dobrze wiedzą, jak ważne jest zdrowie, a jednocześnie mają ogromny problem ze stosowaniem tej wiedzy wobec siebie.
Stomatolodzy czy właśnie diagności laboratoryjni mają dużo pracy siedzącej, chirurdzy pracy w wymuszonej pozycji, fizjoterapeuci, pielęgniarki dźwigają pacjentów, a często z powodu braku odpowiedniego sprzętu jest to wykonywane nieergonomicznie. Wiedza medyczna niestety nie chroni przed przeciążeniem.
Jak postrzegasz pracę diagnosty laboratoryjnego z punktu widzenia fizjoterapeuty?
To praca, która może być dla układu ruchu naprawdę wymagająca. Z jednej strony mamy wielogodzinne siedzenie i pracę przy komputerze, z drugiej — pracę przy stole laboratoryjnym czy mikroskopie, często w pozycji pochylonej i z głową ustawioną przez dłuższy czas w jednej pozycji.
Największym problemem nie jest jednak samo siedzenie czy stanie. Problemem jest długotrwałe pozostawanie w jednej pozycji i brak jej zmiany. Nasze ciało jest stworzone do ruchu, a nie do utrzymywania jednej pozycji przez kilka godzin.
Jakie najczęstsze błędy popełniamy w pracy diagnosty laboratoryjnego – w postawie, siedzeniu, sposobie pracy przy stole laboratoryjnym?
Jednym z największych błędów jest próba znalezienia jednej „idealnej” pozycji i pozostawania w niej przez cały dzień. Nawet bardzo ergonomiczna pozycja, jeśli trwa kilka godzin bez zmiany, zaczyna być problemem.
Często pojawia się wysuwanie głowy do przodu, zaokrąglanie pleców, unoszenie barków, opieranie ciężaru ciała cały czas na jednej stronie czy praca z rękami ustawionymi bez odpowiedniego podparcia.
Warto pamiętać o prostej zasadzie: najlepsza pozycja to następna pozycja. Poza pilnowaniem prawidłowej postawy, należy regularnie zmieniać sposób siedzenia, ustawienie nóg, rąk, głowy i całego tułowia.
Co dzieje się z naszym ciałem po 12- czy 24-godzinnym dyżurze bez odpoczynku?
To już nie jest tylko kwestia „bolących pleców”. Długotrwały dyżur oznacza połączenie obciążenia fizycznego, psychicznego i przede wszystkim braku odpowiedniej regeneracji.
Rośnie zmęczenie mięśniowe, pogarsza się koncentracja i koordynacja, spada zdolność do utrzymywania prawidłowej kontroli ruchu. Pojawia się też większa tendencja do przyjmowania pozycji, które są dla nas najmniej wymagające w danym momencie — na przykład pochylania się czy zapadania w fotelu.
Po takim dyżurze organizm potrzebuje przede wszystkim snu, odżywienia, nawodnienia i spokojnego ruchu, a nie kolejnej bardzo intensywnej aktywności.
Czy różni się obciążenie organizmu w pracy siedzącej a stojącej? Jak znaleźć balans między nimi?
Tak, ale nie powiedziałbym, że jedna pozycja jest dobra, a druga zła. Zarówno wielogodzinne siedzenie, jak i wielogodzinne stanie mogą powodować przeciążenia.
Przy siedzeniu częściej pojawia się problem z bezruchem, napięciem okolicy szyi i barków czy przeciążeniem określonych struktur kręgosłupa. Przy długim staniu większe znaczenie mogą mieć zmęczenie kończyn dolnych czy dolnej części pleców.
Najlepszym rozwiązaniem jest zmienność: siedzenie, stanie, kilka kroków, zmiana ustawienia ciała, krótki ruch. Nie szukajmy jednej idealnej pozycji — szukajmy możliwości częstego jej zmieniania.
Jakie proste ćwiczenia lub mikroprzerwy może wprowadzić diagnosta laboratoryjny w trakcie dyżuru, by odciążyć kręgosłup i oczy?
Nie trzeba robić 20-minutowego treningu. Czasami wystarczy 60–90 sekund. Można zrobić kilka ruchów szyją w komfortowym zakresie, kilka krążeń barków, wyprostować odcinek piersiowy, wykonać kilka przysiadów lub wspięć na palce i przejść się przez chwilę.
Przy pracy z mikroskopem czy komputerem warto też regularnie oderwać wzrok od bliskiego obiektu i spojrzeć w dal. Dla oczu równie ważna jak sama pozycja jest regularna zmiana odległości, na którą patrzymy.
Czy są jakieś „mini-rytuały ruchowe”, które warto stosować codziennie, np. przed pracą lub po niej?
Tak i jestem zwolennikiem bardzo prostych rytuałów. Przed pracą może to być 3–5 minut ruchu: kilka przysiadów, kilka ruchów kręgosłupa. Po pracy zamiast jechać samochodem może lepiej wybrać rower bądź pieszą wędrówkę, która pozwoli przejść z trybu pracy do trybu regeneracji. Najważniejsze, żeby rytuał był na tyle prosty, żebyśmy rzeczywiście wykonywali go codziennie.
Czy terapia manualna lub stretching mogą realnie pomóc, czy to raczej chwilowa ulga?
Oczywiście, że tak, zarówno terapia manualna oraz stretching „naprawiają” nasze ciało. Zmniejszają napięcie mięśniowe, zwiększają zakres ruchomości stawów kręgosłupa i stawów obwodowych. Natomiast jeśli po „naprawieniu naszego ciała” nadal przez sporą część dnia pracujemy w pozycjach nieergonomicznych to problem powróci. Terapię i stretching traktowałbym jako element całej układanki, a nie jedyne rozwiązanie.
Ile ruchu potrzebuje osoba, która spędza większość dnia przy mikroskopie lub komputerze?
Nie ma jednej magicznej liczby minut, która „naprawi” osiem godzin siedzenia. Kluczowe jest połączenie regularnego ruchu w ciągu dnia i aktywności poza pracą.
Jeśli ktoś siedzi przez większość dnia, powinien wykorzystywać każdą możliwość przerwania tego siedzenia: przejść się, wstać, zmienić pozycję, wejść po schodach.
A poza pracą warto dążyć do regularnej aktywności fizycznej — zarówno ćwiczeń poprawiających siłę i elastyczność tkanek miękkich, jak i zwykłego codziennego ruchu.
Jak wcześnie można zauważyć pierwsze sygnały przeciążenia – i jak ich nie ignorować?
Organizm zwykle wysyła sygnały dużo wcześniej, niż pojawia się poważny problem. To może być uczucie sztywności po pracy, częste napięcie karku, ból głowy, drętwienie ręki, ból pleców czy wrażenie, że po każdym dyżurze potrzebujemy coraz więcej czasu na „rozruszanie się”.
Szczególnie ważny jest moment, kiedy dolegliwość zaczyna się powtarzać według określonego schematu. Nie czekajmy, aż ból stanie się bardzo silny. Im wcześniej zareagujemy, tym zazwyczaj łatwiej jest pozbyć się problemu.
Czy da się „nauczyć” prawidłowej postawy siedzącej, czy to raczej ciągła praca nad sobą?
Moim zdaniem prawidłowej postawy siedzącej można się nauczyć, ale jest to przede wszystkim ciągła praca nad sobą i swoim nawykiem. Samo wyćwiczenie mięśni nie wystarczy. Nawet najsilniejszy mięsień nie będzie w stanie przez cały dzień „pilnować” naszej postawy.
Co sądzisz o ergonomicznych gadżetach: piłkach, podnóżkach, stołkach balansowych – pomagają czy to tylko moda?
Ergonomiczne gadżety takie jak podnóżek czy dobrze dobrane, ergonomiczne krzesło, które wymusza prawidłowe krzywizny kręgosłupa jest świetnym pomysłem. Należy jednak pamiętać, że nawet najlepszy i najdroższy sprzęt niewiele zmieni jeśli nie będziemy zwracać uwagi na swoją pozycję. Dlatego ergonomiczne wyposażenie traktowałbym jako wsparcie, a nie rozwiązanie samo w sobie.
Jaką jedną radę dałbyś każdemu diagnoście, który chce zadbać o swoje ciało, ale „nie ma na to czasu” ?
Powiedziałbym: nie czekaj na czas — wykorzystuj to, co już masz. Nie potrzebujesz godzinnego treningu w środku dyżuru. Wstań na minutę, przejdź się. Jeżeli robimy coś małego, ale regularnie, efekt będzie znacznie większy niż w przypadku ambitnego planu, którego nie jesteśmy w stanie utrzymać .
Gdybyś mógł napisać jedno zdanie, które powinniśmy przykleić na mikroskopie jako przypomnienie o ruchu, co by to było?
„Nie musisz mieć czasu na trening — wystarczy, że nie zapomnisz się ruszyć.” Albo jeszcze krócej: „Najlepsza pozycja to ta, którą za chwilę zmienisz.”

Rafał Michalik
Dr n. med.
Specjalista Fizjoterapii
Zajmujemy się kompleksową terapią dorosłych, młodzieży, dzieci oraz niemowląt.
Kontakt: Tel. 519 598 593
