pobraniek-krwi-do-badania

Jedna igła – dwa światy

Dla diagnosty to kilka minut pracy. Dla pacjenta czasem moment, który kosztuje go dużo więcej niż ukłucie. Strach, ból, wcześniejsze doświadczenia, niepewność. Po drugiej stronie fotela jest jednak ktoś, kto również ma swoją rzeczywistość: presję czasu, odpowiedzialność, dziesiątki pacjentów i świadomość, że od kilku pozornie prostych czynności zaczyna się droga próbki do wyniku. Jedna igła. Dwa światy. I spotkanie, w którym liczy się znacznie więcej niż samo pobranie krwi. Rozmowa z dr n.med. Natalią Grzegorzak o spotkaniu diagnosty laboratoryjnego z pacjentem. 


Laboratorium często kojarzy się z pracą spokojną, wykonywaną w skupieniu, bez większego stresu i bez bezpośredniego kontaktu z pacjentami. Czy rzeczywiście tak wygląda codzienność diagnosty laboratoryjnego?

Częściowo rzeczywiście tak jest. Jeśli pracujesz wyłącznie przy wykonywaniu badań laboratoryjnych, kontakt z pacjentem jest ograniczony. Oczywiście są sytuacje, w których trzeba skontaktować się z personelem medycznym, dopytać o informacje dotyczące historii choroby czy przekazać informację o krytycznej wartości danego parametru.

Ja przez wiele lat pracowałam jednak w sposób, który można określić jako hybrydowy. Część moich obowiązków polegała na pobieraniu materiału do badań laboratoryjnych, a druga część na wykonywaniu samych badań. Dzięki temu miałam kontakt zarówno z pacjentem, jak i z typową pracą laboratoryjną.


Co daje diagnoście taki „podwójny” kontakt – najpierw z pacjentem, a później z materiałem, który od niego pochodzi?

Lubię być w ruchu i lubię, kiedy coś się dzieje. Praca z pacjentem zdecydowanie dawała mi dużo satysfakcji, natomiast wykonywanie badań laboratoryjnych było spokojniejszą częścią dnia. Te dwa obszary bardzo dobrze się uzupełniały, dlatego taka forma pracy zdecydowanie mi odpowiadała.


Czy praca z pacjentem zmieniła Twoje spojrzenie na to, co dzieje się później w laboratorium?

Kontakt z pacjentem pozwala spojrzeć na materiał nie tylko jak na próbkę do badania, ale również jak na część historii konkretnego człowieka. Z drugiej strony praca laboratoryjna uświadamia, jak wiele odpowiedzialności wiąże się z tym, co dzieje się z materiałem już po pobraniu.


Trzeba jednak pamiętać, że kontakt z pacjentem, zwłaszcza z osobą starszą, jak i z dzieckiem, bywa wymagający. Szczególnie wtedy, gdy Twoim zadaniem jest pobranie materiału do badania. Z perspektywy osoby wykonującej tę czynność może się wydawać, że jest to prosty i mało inwazyjny zabieg. Dla pacjenta sytuacja może jednak wyglądać zupełnie inaczej. Co jest najtrudniejsze w takim kontakcie?

Stres, lęk czy wcześniejsze negatywne doświadczenia sprawiają, że czasami samo pobranie staje się dużym wyzwaniem.


Czy pamiętasz moment, kiedy uświadomiłaś sobie, że dla Ciebie pobranie krwi jest rutyną, ale dla pacjenta może być naprawdę trudnym doświadczeniem?

Takich sytuacji było naprawdę bardzo dużo. Kontakt z pacjentami, szczególnie z dziećmi i osobami po trudnych doświadczeniach medycznych, pokazuje, że dla każdego pobranie może oznaczać coś zupełnie innego.


Czy w pracy w punkcie pobrań zdarzały Ci się sytuacje trudne lub nietypowe, które szczególnie zapadły Ci w pamięć?

Takich sytuacji było naprawdę bardzo dużo. Niektóre z nich pamiętam do dziś. Jedną z nich była sytuacja z pacjentem w wieku około 45 lat, z wszczepionym kardiowerterem. Czekał w poczekalni, było duszno, a on nie powiedział, że źle się czuje. Nie chciał wejść poza swoją kolejnością. W pewnym momencie jego stan gwałtownie się pogorszył i sytuacja zakończyła się reanimacją oraz wezwaniem pogotowia. Pamiętam również młodą kobietę po wypadku samochodowym, która po wyjściu ze szpitala zgłosiła się na badania kontrolne.

W trakcie pobrania jej ciśnienie tętnicze gwałtownie spadło i konieczne było wezwanie pogotowia. Była też pięcioletnia dziewczynka po przeszczepie wątroby w związku z zatruciem grzybami. Zdarzały się również sytuacje mniej typowe, ale bardzo charakterystyczne dla pracy z dziećmi – na przykład dziecko, które ze strachu ugryzło mnie w rękę. Pamiętam też dzieci z gorączką, które wymiotowały podczas pobrania, oraz takie, które panicznie bały się samej procedury.

Jedna z historii szczególnie zapadła mi w pamięć. Pewnego dnia przed pobraniem zauważyłam u pacjentki liczne siniaki. Kiedy dowiedziałam się, że nie przyjmuje leków przeciwzakrzepowych, zasugerowałam jej, żeby nie bagatelizowała tych objawów i jak najszybciej skonsultowała je z lekarzem. Po pewnym czasie wróciła do mnie i powiedziała, że być może uratowałam jej życie. Przyszła po prostu podziękować.

Nie wszystkie sytuacje były jednak trudne czy dramatyczne. Pamiętam pacjentkę, która podczas pobierania krwi zaczęła pięknie śpiewać, żeby odwrócić swoją uwagę i zmniejszyć stres. Takie momenty również pokazują, jak różnie ludzie reagują na sytuację, która dla jednych jest rutynowa, a dla innych bardzo obciążająca.


Czy po takich sytuacjach człowiek potrafi po prostu zamknąć drzwi punktu pobrań i powiedzieć: „to już nie moja sprawa”?

Nie zawsze. Niektóre sytuacje zostają w pamięci na długo, szczególnie kiedy dotyczą zdrowia lub życia pacjenta. Praca z ludźmi sprawia, że trudno całkowicie odciąć emocje od tego, co wydarzyło się w ciągu dnia.


Czy zdarzyło Ci się wrócić do domu i jeszcze długo myśleć o pacjencie, którego spotkałaś tego dnia?

Tak. Są pacjenci i sytuacje, które zostają w pamięci znacznie dłużej niż samo pobranie. Szczególnie wtedy, gdy wydarzyło się coś niespodziewanego albo kiedy widziało się, że pacjent naprawdę potrzebował pomocy.


Czy osoba pobierająca krew może czasami zauważyć coś, czego pacjent sam jeszcze nie traktuje jako problem? I gdzie Twoim zdaniem przebiega granica między czujnością a wchodzeniem w rolę lekarza?

Diagnosta może zauważyć niepokojące objawy i zwrócić pacjentowi uwagę, że warto je skonsultować z lekarzem. Ważne jest jednak, żeby nie stawiać diagnozy, tylko zachować czujność i odpowiedzialnie skierować pacjenta do właściwego specjalisty.


Do tego dochodzi presja czasu. Czterdziestu pacjentów w ciągu trzech godzin oznacza, że cały czas masz świadomość, że musisz sprawnie wykonywać swoją pracę. Z drugiej strony nie każdy pacjent może zostać potraktowany identycznie i w takim samym tempie. Jak w takim tempie nie zacząć traktować człowieka jak kolejnego numerka?

Jedna osoba potrzebuje tylko kilku minut, inna musi najpierw napić się wody, kolejna wymaga rozmowy i uspokojenia. Szczególnie dużo uwagi potrzebują dzieci oraz nastolatki, zwłaszcza te, które mają za sobą traumatyczne doświadczenia ze szpitala czy innych placówek medycznych. W takich sytuacjach trzeba znaleźć równowagę między organizacją pracy a indywidualnymi potrzebami pacjenta.


Czy można jednocześnie pracować szybko i dawać pacjentowi poczucie, że przez te kilka minut naprawdę jest zauważony?

Myślę, że tak. Sprawność nie musi oznaczać braku empatii. Czasami wystarczy kilka zdań, spokojne wyjaśnienie tego, co za chwilę się wydarzy, albo zwykłe zauważenie, że pacjent się boi.


Co jest trudniejsze: pobrać krew pacjentowi, który bardzo się boi, czy znaleźć na niego czas, kiedy za drzwiami czeka jeszcze kilkadziesiąt osób?

Jedno i drugie jest wyzwaniem. Z jednej strony trzeba sprawnie organizować pracę, z drugiej pamiętać, że pacjent nie jest kolejnym elementem kolejki. Szczególnie trudne są sytuacje, kiedy ktoś potrzebuje więcej czasu, a presja organizacyjna jest duża.


Czy podczas kształcenia diagnostów laboratoryjnych przygotowuje się ich również do psychologicznego aspektu pracy z pacjentem – zwłaszcza w sytuacjach stresowych i wymagających?

Na studiach mieliśmy przedmiot związany z psychologią, ale w praktyce niewiele miał on wspólnego z tym, z czym później spotkałam się w pracy. Myślę, że w tym zawodzie trzeba mieć pewne predyspozycje osobowościowe i przede wszystkim lubić to, co się robi. Bardzo ważne są empatia, spokój i pewność siebie. Ja, szczególnie na początku swojej kariery zawodowej, ze względu na wygląd wielokrotnie spotykałam się z sytuacjami, w których pacjenci pytali, czy w ogóle jestem pełnoletnia. Musiałam więc swoją wiedzą i umiejętnościami pokazywać, że wiem, co robię i potrafię prawidłowo wykonywać swoje obowiązki. Z czasem pacjenci zaczynają to dostrzegać. Jeśli wykonujesz swoją pracę starannie i profesjonalnie, budujesz zaufanie.


Czy empatii i komunikacji można nauczyć się na studiach, czy pewnych rzeczy człowiek uczy się dopiero przy pacjencie?

W codziennej pracy ważna jest również umiejętność komunikacji. Pacjenci mają dziś dostęp do ogromnej ilości informacji w Internecie i zdarza się, że na ich podstawie próbują samodzielnie interpretować wyniki badań. Czasami uważają, że skoro przeczytali coś w Internecie, mają już wystarczającą wiedzę, by ocenić swoje wyniki. Dlatego rozmowa i spokojne wyjaśnienie pewnych kwestii są tak ważne.


Czy zdarza się, że pacjent bardziej zapamięta sposób, w jaki został potraktowany podczas pobrania, niż sam wynik badania?

Zdarza się. Bywa też, że pacjent nie chce zaakceptować nieprawidłowego wyniku, mimo że może on być sygnałem do zmiany stylu życia czy dalszej diagnostyki. Zdarza się również, że pacjenci próbują w jakiś sposób wpłynąć na wynik badania.


Co z sytuacjami, w których pacjent nie przestrzega zasad przygotowania do badania?

Dobrym przykładem jest test obciążenia glukozą. Pacjent powinien przestrzegać określonych zasad, tymczasem zdarza się, że wypija glukozę jeszcze w domu albo zamiast spokojnie odpoczywać podczas badania, spaceruje. W takiej sytuacji wynik może być niemiarodajny i badanie trzeba powtórzyć. Dlatego w pracy diagnosty laboratoryjnego sama wiedza medyczna nie wystarcza. Potrzebne są również cierpliwość, umiejętność komunikowania się z pacjentem, empatia i odporność na stres.


Mówimy dużo o obciążeniu psychicznym, ale praca w punkcie pobrań wiąże się również z obciążeniem fizycznym. Jak wygląda kwestia ergonomii pracy?

Niestety, tego również nikt nas formalnie nie uczy. Wiele rzeczy przychodzi dopiero z doświadczeniem. Z czasem uczymy się, jak najlepiej zorganizować swoje stanowisko pracy – jak pobierać materiał w pozycji siedzącej, jak ustawić stolik i jak rozmieścić wszystkie potrzebne akcesoria, żeby były łatwo dostępne i jednocześnie nie ograniczały ruchów. Ergonomia ma znaczenie szczególnie przy pracy wykonywanej przez wiele godzin i przy dużej liczbie pacjentów. Drobne niedogodności, które przy jednym czy dwóch pobraniach nie mają większego znaczenia, po kilku godzinach mogą stać się odczuwalnym obciążeniem.


Czy diagnostów ktoś rzeczywiście uczy, jak chronić własne ciało przed wielogodzinną pracą przy pobieraniu materiału?

Niestety, wiele rzeczy przychodzi dopiero z doświadczeniem. Do tego dochodzi wiele dodatkowych obowiązków. Osoba pracująca w punkcie pobrań często odpowiada nie tylko za samo pobranie materiału. Dochodzi uzupełnianie dokumentacji, rejestracja pacjentów, kwestie finansowe związane z pobraniem opłaty za badanie czy właściwe oznakowanie i przygotowanie materiału.


Ile różnych zadań tak naprawdę wykonuje osoba, którą pacjent widzi przez kilka minut przy fotelu?

Tych czynności jest naprawdę dużo, a im więcej elementów trzeba wykonać, tym większe ryzyko popełnienia błędu. Zresztą, jak wiadomo, faza przedanalityczna jest szczególnie istotna z punktu widzenia jakości procesu laboratoryjnego. To właśnie na tym etapie może dochodzić do wielu nieprawidłowości związanych między innymi z przygotowaniem pacjenta, pobraniem, identyfikacją czy transportem materiału. A my, diagności laboratoryjni, na błędach znamy się bardzo dobrze – i nawet je liczymy.


Gdybyś miała powiedzieć pacjentowi jedną rzecz, o której chciałabyś, żeby pamiętał, zanim usiądzie na fotelu do pobrania krwi – co by to było?

Że po drugiej stronie fotela też jest człowiek. Dla nas pobranie może być rutynową czynnością, ale dla pacjenta może być sytuacją wymagającą spokoju, cierpliwości i zaufania.


A gdybyś miała powiedzieć coś osobom, które wykonują setki pobrań i czasami zaczynają zapominać, że po drugiej stronie igły zawsze siedzi człowiek – co byś im powiedziała?

Żeby mimo presji czasu, liczby pacjentów i codziennej rutyny nie tracić z oczu człowieka. Czasami wystarczy kilka sekund uwagi, jedno spokojne zdanie albo gest, który sprawi, że pacjent poczuje się bezpieczniej.

Natalia Grzegorzak
Dr n.med.
Diagnosta laboratoryjny | Product Manager | wykładowca akademicki | autorka publikacji naukowych poświęconych tematyce onkologicznej